czwartek, 15 grudnia 2011

Z wizytą u Freuda

Jak Ty wspaniale śnisz, Ove. Czerwony kabriolet i kury... Salvador Dali miałby już powód do zamalowywania kolejnego płótna. Kryzys wieku wczesnośredniego uderzający w kurzą ślepotę oznacza - niech no chwilę pomyślę... - utratę wszelkich złudzeń, co do istoty samego życia (wszak ani jajko ani kura nie były pierwszymi), wobec prawdziwej natury kobiet/namiętności/seksu (ta wymowna czerwień kabrioletu...) i nietrwałości rzeczy materialnych (domu i samochodu rachityczny wiek). Wszystko to układa się w zgrabną całość obejmującą umysł pewnego mężczyzny, który dociera do ściany, do kresu żelaznej, pewnej niezbitych racji logiki. Ścianą w tym wypadku mogłyby być podwórkowe kury. Głupie, z punktu widzenia krytycznego kantowskiego rozumu, w którym modeluje się a priori swój stosunek do istniejących zjawisk. Ale czy one są naprawdę takie głupie? Popatrz, nie uciekają wtedy, gdy mogą, kiedy spokojnie wiodą życie kur przydomowych; szczęśliwych, że dom - choć podupadający, dziurawy i nie wznoszony zgodnie z najnowszą architektoniczną modą - stoi i zapewnia im poczucie trwałości i stabilności. Za to, gdy ktoś zburzy im porządek dnia, przemebluje podwórko a potem zabroni ucieczki z miejsca, które oswojonych kątów już nie przypomina, zrobią wszystko, by zewrzeć szyki i z grzecznych kur wbić się w buty doświadczonych recydywistów. Czy to Ci czegoś nie przypomina? Nas, ludzi, rzekomo inteligentniejszych od kur?
Nie, oczywiście że nie musisz mi od razu dziękować, kwiatami obdarowywać za tak celną diagnozę, pod którą podpisałby się sam doktor Freud. Wiesz, że dla Ciebie wespnę się na szczyty wszelkich swoich możliwości i talentów.
Zapytujesz uprzejmie o jakość i treść moich snów. To temat rzeka, nie wiem, czy ostatecznie nie będziesz zły, że wywołałeś wilka z lasu. O snach to ja mogę rozprawiać długo i zawile a i tak nie wyczerpię tematu. Jak byłam w wieku wczesnego Harry'ego Pottera notorycznie spadałam z wieżowców. Budziłam się z przerażeniem w oczach, spocona i blada, z sercem galopującym w nieznanym kierunku. To podobno wskazuje na mocne stany lękowe, na wysoką chwiejność emocjonalną (skąd u mnie taka terminologia, naprawdę nie wiem...). Na szczęście przeszło, minęło jak mija większość młodzieńczych chorób. Nagle. Najprawdopodobniej przestałam się bać. A teraz? Wiesz, kobieta w pewnym wieku śni różnie. To zależy od tego, z czym się na co dzień styka. Najgorsze są sny o ciąży, także o małych wrzeszczących i śliniących się dzieciach, o pożarach i powodziach również... Wychodzi na to, że katastrofy, ciąża i małe dzieci to jakiś ukryty synonim. Najprzyjemniejsze - co chyba Cię nie zdziwi, a w każdym razie nie powinno - erotyczne. Zachwycające to te, w których śmieję się do rozpuku (zastanawiałeś się kiedyś, co to takiego ten rozpuk?) a zbudziwszy się jestem niezadowolona, że ów sen to nie jawa, bo o 6 rano jakby nie ma się z czego śmiać. I fascynujące, gdy ścigam zło wszelakie odziane w skórę bandytów - ze skutkiem rzecz jasna - pozytywnym. O tym, gdy organoleptycznie badam zawartość gwiazd nie wspomnę, bo to już czysta poezja. Ale mogę Cię zapewnić, że gdy przyśnię coś godnego uwagi, podzielę się tym z Tobą natychmiast.
Jak i tym, że miejsce obok mnie pod włochatym kocem, co tak rozpala Twoją wyobraźnię czeka na pierwszego ochotnika, który nauczy mnie skutecznego wchłaniania obcych słówek bez tradycyjnego zakuwania. Bo to, że pomyślałeś sobie o tym, jak użyczam go komuś o płci całkowicie odmiennej od mojej, to wiadomo. Co do tego nie mam najmniejszej wątpliwości.
W końcu jesteś facetem.

8 komentarzy:

  1. Ja wciąż jestem na etapie spadania. Wczoraj na ten przykład spadłam z roweru. Najgorszy jest ten moment przebudzenia, kiedy jeszcze do końca nie wiesz czy leżysz w miękkim łóżku czy na twardym asfalcie ze stłuczonym kolanem i zranioną dłonią.

    Znów jesteście inspiracją. Idę coś napisać o moich przeklętych snach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bycie inspiracją to nasze duchowe powołanie, droga Dziewczyno Z Maturą. :)
    Jeśli wciąż spadasz podczas snów, to znak, że długo będziesz młoda. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skąd przekonanie że sen, to nie rzeczywistość i że rzeczywistość to nie sen? Podczas snu nie wiemy że śnimy, tak samo może być w przypadku codziennego życia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się od niedawna, od kiedy mam nową pracę ciągle śni, że ludzie w tej nowej pracy mówią do siebie i do mnie w obcym mi języku - języku komputerowego programu, na którym pracujemy... Wymowne, to mało powiedziane. Świetny tekst - gratuluje;)

    OdpowiedzUsuń
  5. władco_much
    Niestety nie mam stuprocentowego przekonania, że mój sen to sen a nie rzeczywistość, czy też odwrotnie. Ale, żeby o czymś konkretnym napisać muszę używać nomenklatury zrozumianej przez większość ludzi, dla których sen to sen i kropka.
    Zdarza mi się śnić na jawie, wówczas dociera do mnie jasny przekaz, że rzeczywistość materialna jest równie niematerialna, co fatamorgana.
    Coś innego jest naszą rzeczywistością.
    Wciąż tego szukam...

    OdpowiedzUsuń
  6. Piotrze,
    Dziękuję. Gratulacje od osoby, która sama pisze dobre teksty, to prawdziwy cymesik. :)
    A komunikacja w języku komputerowym, to prawdziwe wyzwanie. System 01 ma przebogate kombinacje. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja bym się nie zgodził z tym, że nie wiemy, kiedy śnimy. Ja na przykład czasami wiem. Może to jeszcze nie 'Incepcja', ale zawsze.
    A już najbardziej, to lubię takie 'świadome zasypianie'. Czasem, kiedy zdarzy mi się uciąć sobie drzemkę w ciągu dnia, leżę, leżę, słyszę dzieciaki, które słychać zawsze, słyszę muzykę, której z premedytacją nie ściszam i jednocześnie czuję, że odpływam. A czasem, kiedy mnie coś nagle z takiego stanu wyrwie, to nagle trzeźwieję z wrażeniem, że to co widziałem pod powiekami - to był początek snu. Chociaż jednocześnie cały czas słyszałem wszystko, co się dzieje wokół.
    Może to trochę zawiłe, ale tak właśnie wygląda :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ach, DH, Ty po prostu mylisz sen z zapadaniem się w sobie. Ja też tak mam, i wtedy wiem, że nie śnię, tylko zbliżam się do granicy, za którą jest już sen głęboki, odbierający mi możliwość reagowania na bodźce zewnętrzne, a jednocześnie nie jest to już pełna świadomość tzw. jawy. Coś na pograniczu - wtedy słyszy się wszystko, co wokół, ale już jest się gdzie indziej. Człowiek ma w sobie jakiś tunel czasoprzestrzenny, którym wędruje głęboko w sobie, a może wręcz leci z prędkością światła; w takich chwilach mam wrażenie, że cofam się w bardzo daleko przeszłość, dalej niż moja pierwsza myśl.

    OdpowiedzUsuń